Friday, July 9, 2010

Kulturalne TechnoParty

Swoim zeszłotygodniowym TechnoParty, publikowanym w Kulturze - dodatku do Dziennika Gazety Prawnej - na temat światów szkatułkowych, Olaf Szewczyk sprowokował mnie. Efekt można było przeczytać w jego felietonie w Kulturze dzisiejszej.
Niestety, artykuły są niedostępne w sieci - TechnoParty można dostać przeważnie jedynie w wydaniu papierowym, w piątek. Poniżej wklejam natomiast w całości swoją reakcję, której fragmenty zostały dziś zacytowane na łamach Kultury.
Pozdrawiam serdecznie Pana Olafa i życzę sobie więcej podobnych prowokacji.


Szanowny Panie Olafie,

pytanie, które stawia Pan w swoim najnowszym felietonie, nurtuje mnie już od długiego czasu, w różnych konteksach i na różnych poziomach odniesienia. Ponieważ pisze Pan o najbardziej ekstremalnej skali zjawiska, chciabym zwrócić uwagę również na inne wymiary, w których ono zachodzi, a w których nie koniecznie się go spodziewamy. Z moich doświadczeń wynika, że sprawa dotyczy nie tylko Wszechświata - Universum - ale odnosi się do każdej z pomniejszych jego sfer, także tych czysto ludzkich: kultury, nauki, spraw codziennych, zawodowych, etc. - oraz relacji między nimi. Problem jest zatem - paradoksalnie - więcej niż "tylko" uniwersalny. Prawda jest taka, że codziennie zabijamy wokół siebie i w sobie tysiące światów, odbieramy sobie i innym - ludziom, rzeczom, zjawiskom - miliony szans na inne życie, czy też na zaistnienie w ogóle.

Moralność, logika, poznanie, sztuka, nauka, polityka, świadomość, itd. - to nie tylko aspekty naszej cywilizacji. Te pomniejsze universa, systemy zasad i reguł wymyślonych przez człowieka, by uporządkować świat, oswoić go, uczynić bezpieczniejszym - nie załatwiły sprawy. Przeciwnie: stworzyliśmy sobie wewnętrzną dżunglę zamieszkaną przez niezliczone ilości pożerających się nawzajem pomniejszych stworzeń. Chcąc żyć tzw. pełnią życia, wśród innych ludzi, pojedynczy człowiek nieuchronnie stawia się w centrum wojny. Chcąc świadomie uczestniczyć we wszystkich wymiarach ludzkiej egzystencji, chcąc sprostać wszystkim jej wymaganiom, podejmuje się niewykonalnego. (...)

Każdy z nas, świadomie bądź nie, przez całe życie dokonuje nieskończonej liczby wyborów. Teoria kwantowa zakłada istnienie wszechświatów równoległych, określanych w ten sposób wobec każdego momentu tzw. naszego wszechświata. Ale nasza wyobraźnia nie radzi sobie z tym ogromem informacji, sprowadzając te momenty do doniosłych chwil, takich na przykład, kiedy decyduję czy połknąć niebieską czy czerwoną pigułkę. Mam wówczas świadomość, że w tym momencie wybieram, który z dwóch oferowanych światów powołam do życia. Sprawa jest więc prosta. Ale prawda jest taka, że w każdej sekundzie swojego życia połykamy nieskończone ilości takich pigułek, we wszystkich kolorach tęczy. Eksplodują one konsekwencjami, z których nie wszystkie dotyczą nas osobiście równie mocno, dlatego z większości nie zdajemy sobie sprawy. Czy warto się tym przejmować? - Nie wiem.
(...)

Postępowanie w złożonych sprawach wymaga złożonego namysłu, ale namysł taki nierzadko prowadzi ad infinitum. Niczym Alicja, spadamy w dół i w dół, po prowadzącej w otchłań spirali wiecznego "ale" (Ale = małe Alicje :) wzajemnie wykluczających się racji. W takiej sytuacji możemy albo zaanalizować się na śmierć, albo poddać, albo wykonać skok wiary. Herbatka u Szalonego Kapelusznika nie wydaje się najgorszym, co może nas spotkać.

Być może, każdy z nas jest takim małym zderzaczem - hadronów czy innych niewidzialnych fenomenów, które krążą w nas z niepojętą prędkością. Może warto czasem wejść na kurs kolizyjny, nie usiłować plątać się w beznadziejnie skomplikowanych zależnościach wewnątrz i na zewnątrz naszego małego świata, zaimprowizować, dać się ponieść, stracić kontrolę - pozwolić by to mądrość świata zadziałała za nas. W końcu: kto wie?

No comments: