Thursday, March 17, 2011

dzień wiosny

trzeba zjeść świeży szpinak. Najlepiej z pomidorem, oliwą i dobrymi ziołami (odpowiednik zielonego piwa dla niealkoholowych :).

Z tych sensów póki co wynika dla mnie wniosek taki, że wszystkie te rzeczy - i te bardziej i te mniej świąteczne - występują w naturze mniej lub bardziej na co dzień. To znaczy: występują, ale znacznie gorszej jakości.

Jedzenie wspólnego posiłku z bliską osobą, jakiegoś konkretnego dania, pomyślenie o czymś, zrobienie czegoś, nie zrobienie czegoś, zadbanie o coś, zrobienie czegoś dobrze, z uwagą - to przecież elementy codzienności.

Dlaczego potrzebujemy wskazania z zewnątrz jakiegoś jednego elementu, motywu by stał się on ważny i wyjątkowy, by ludzie, z którymi dzielimy te momenty tematycznego dnia stali się bliżsi, byśmy nie chcieli się z nimi sprzeczać i w sumie sami czuli się wyjątkowo?

Czy takie święto może zaistnieć dlatego właśnie, że na co dzień nie poświęcamy tym rzeczom równie dużej uwagi i świat musi na chwilę stanąć na głowie żeby coś było po prostu dobre i fajne?

No i: czemu na co dzień te rzeczy sprawiają wrażenie raczej uciążliwych? Co w takim razie jest fajne na co dzień? Czemu poświęcamy największą uwagę?

Zagadka.

No comments: